23 Obserwuję
Arnika

Arnika

Mariola, moje krople...

Mariola, moje krople... - Małgorzata Gutowska-Adamczyk Autorka napisała o sobie: "histerycznie - matka" i tę histerię świetnie widać w dialogach bohaterów. Postacie nieustannie do siebie krzyczą, na każdej stronie, w każdej sytuacji, aż uszy puchną. Choćby na przykład Mariola na stronie 41 "wyszeptała": "Mój ojciec już dawno zrealizował wszystkie kartki!". Wszechobecny nadmiar wykrzykników woła (dosłownie) o pomstę do nieba. Autorka nie zna litości dla wrażliwych uszu czytelnika i konsekwentnie każe wszystkim bohaterom krzyczeć. Na szczęście pod koniec lektury wykrzykniki przestają tak bardzo przeszkadzać. Poza tym książka lekka i przyjemna w odbiorze oraz nieziemsko zabawna! Dawno się tak nie uśmiałam. Wszystko tu ocieka komizmem: poczynając od charakteryzujących bohaterów nazwisk (np. Biegalski, Mizerak), a kończąc na absurdach PRL-u. Akcja mistrzowsko skonstruowana na wyrazistych postaciach i ciągu niefortunnych zbiegów okoliczności. Jednak bohaterowie z każdej opresji wychodzą obronną ręką, głównie dzięki giętkiemu jak mistrzyni gimnastyki akrobatycznej dyrektorowi Zbytkowi. A on przecież nigdy nie szukał kłopotów, chciał żyć spokojnie pod okiem Partii i - byle do emerytury! Bohaterowie to kolejne mistrzostwo samo w sobie. Nie zetknęłam się wcześniej z taką menażerią osobliwości. Na jej czele stoi wspomniany wyżej dyrektor Teatru Miejskiego. Za nim (nie)wiernie podąża trzecia już żona Paulina - niekwestionowana gwiazda teatru. Co z tego, że w średnim wieku? Paulinie po piętach depcze sekretarka Mariola, która zagięła parol na pana dyrektora, a raczej na jego stołek. Do ekipy teatralnej dołącza z własnej, acz przymuszonej woli, reżyser Biegalski, który dzięki protekcji pani dyrektorowej (żeby się już tak nie opierał) otrzymuje stanowisko dyrektora artystycznego. Natomiast towarzyszowi Martelowi, pierwszemu sekretarzowi Partii, opieranie się krągłym wdziękom Pauliny nie w głowie. Jednak wykorzystaniu sprzyjającej sytuacji przeszkodził lęk wysokości. Zdawałoby się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i pod kontrolą dyrektora, gdyby nie nagła wizyta pewnego Francuza i jego nieszczęsnej skrzynki "Made in France". Potem następuje lawina zdarzeń: kradzież solidarnościowego powielacza, kontrola z urzędu, wizytacja "towarzyszy z wojewódzkiego"... A tu premiera i bankiet dla "przyjaciół Moskali" zbliża się wielkimi krokami. Ten chaos może ogarnąć tylko dyrektor Zbytek z nieodzowną pomocą nalewki melisowej od księdza proboszcza. W najbardziej krytycznych chwilach sekretarka przybywa na odsiecz Zbytkowi zaalarmowana hasłem: "Mariola, moje krople!" Tej powieści nie da się streścić - tak wiele tam się dzieje - trzeba ją po prostu przeczytać. Miła lekturka na dwa wieczory.